Z Diorem dobrze się wychodzi – moja recenzja podkładu w poduszce Dream Skin

Żadna z was nie ma już chyba wątpliwości, ze w pogoni za perfekcyjnym wyglądem zaraz obok zadbanych włosów stawia się perfekcyjną cerę. Chcemy, aby twarz wyglądała na wypoczętą, świeżą, gładką i promienną oraz nie błyszczała się, nie wysychała, miała idealny, wyrównany koloryt oraz zakryte niedoskonałości, za zmarszczki… jakie zmarszczki?

Większość podkładów działa tylko przez krótki czas, czyli mniej więcej do 2-4 godzin po aplikacji. Marzenia o naturalnie pięknej skórze rzadko mają szansę się ziścić. Chyba że dacie szansę temu małemu cudotwórcy – czyli Dior Dream Skin Perfekt Skin Cushion. Dlaczego jest takim cudownym panaceum zapewniającym idealny wygląd skórze? Przede wszystkim nie tylko koryguje niedoskonałości, ale również intensywnie pielęgnuje skórę. Swoją „cudowną moc” opiera na dwóch składnikach pochodzących z natury: longozę i opilię. Longoza jest kwiatem uprawianym na Madagaskarze, cenionym za swoje właściwości upiększające i wzmacniające kondycję skóry. Opilia jest z kolei rośliną porastającą tropikalne rejony świata i rodzącą żółte, przypominające śliwki owoce, które mają właściwości odmładzające, nawadniające i wymiatające wolne rodniki. Dzięki potędze opisanych wyżej roślin podkład ochrania skórę, poprawia jej wygląd, zwalcza zmarszczki oraz usuwa i skutecznie zakrywa wszelki plamy i przebarwienia twarzy. Mnie ujęło również to, że podkład Dream Skin ma tak wysoki filtr (SPF 50).

Dior Perfect Skin Cushion ma postać poduszeczki, jest zamknięty w okrągłym pojemniczku i posiada nawet zapasowy wkład… <3 Podczas aplikacji jest po prostu cudowny: ma bardzo płynną konsystencję o wyjątkowo lekkiej formule, świetnie się go aplikuje, ponieważ dobrze rozprowadza się na skórze. Można go z powodzeniem nakładać palcami lub specjalnym, płaskim pędzlem do podkładu. Dream Skin precyzyjnie łączy się ze skórą, dając jej uczucie komfortu. Czuć to również w dotyku: moja twarz staje się cudownie gładka niemal natychmiast po nałożeniu podkładu. Naprawdę ciężko zafundować sobie z jego pomocą efekt nieestetycznej maski, czyli mówiąc kolokwialnie: tandetnej tapety. Podkład daje idealny, w pełni naturalny efekt i jednocześnie świetnie maskuje i koryguje skórę. Występuje tylko w trzech odcieniach, ponieważ precyzyjnie wtapia się w skórę i dostosowuje do karnacji. Łatwo dobrać odpowiedni kolor podkładu, nie ma potrzeby przebierać i wybierać w „siebierdziesięciu” różnych odcieniach, z których jeden przypomina do złudzenia następny, a po wyjściu z drogerii i w świetle dziennym i tak okazuje się, że mamy pomarańczową twarz. Dream Skin naprawdę pozostawia moją skórę piękną jak marzenie. Mam zamiar wypróbować inne produkt z tej linii i gdy tylko wpadną mi w ręce – natychmiast je wam opiszę.